MACIERZYŃSTWO CZĘSTO OZNACZA SAMOTNOŚĆ.

dnia

Kojarzycie ten mem, w którym na jednym obrazku jest zdjęcie twarzy faceta z otwartymi oczami i podpis „kwiecień, na kolejnym obrazku widać jak facet mruga, ma oczy zamknięte, a na ostatnim jest znowu zdjęcie pierwsze, ale już z podpisem „wrzesień”? No właśnie, ja też już ledwo go kojarzę, bo zaczynałam pisać wstęp do tego wpisu we wrześniu, a tu już grudzień :D

Dzisiaj temat, który postaram się ugryźć szczerze i od serca, ale jednocześnie na starcie chciałabym zaznaczyć, że będą tu opisane moje, tylko moje, doświadczenia. Nie znam wszystkich matek na świecie i nie wiem jakie jest zdanie innych, ba, nie znam nawet opinii wszystkich moich dzieciatych koleżanek w tym temacie, ale na pewno mogę stwierdzić jedno: każda będzie miała trochę inne doświadczenia, zdanie, refleksje.

Bo ja na ten przykład twierdzę, że macierzyństwo to (oczywiście między innymi) samotność. Samotność, nawet czasem mimo miliona osób wokół, a nawet mimo rodziny, dziadków, koleżanek, przyjaciółek, męża, dziecka. Po prostu, samotność. Paradoks? Tak! Jesteś 24h na dobę z małą istotką u boku, nie rozstajecie się nawet na chwilę, przynajmniej na początku macierzyństwa, a czujesz się sama jak palec! Bo to jest naprawdę dość skomplikowane zagadnienie…

I czuję się też w obowiązku napisać publicznie to, że dwiema odrębnymi rzeczami jest to, że posiadasz dziecko i to, że jesteś / stajesz się rodzicem.

Mam wrażenie, że ludzie, a szczególnie ci, którzy nie przeszli przez trudy rodzicielstwa, uważają, że jeśli skarżysz się na cokolwiek związanego z wychowywaniem dziecka, to tak naprawdę żałujesz decyzji o dziecku i ogólnie nie jesteś zadowolona z obecnej sytuacji. Rodzi to wiele niezrozumienia i lawinę dawanych rad, tak zajebiście nietrafionych i obnażających niezrozumienie, że aż głowa puchnie.

PS. Ludzie, nie dawajcie „rad”, proszę. Poklepcie po ramieniu, powiedzcie jak wam przykro (tak, nawet jak macie to w pompie), że ktoś musi to przeżywać i zamilknijcie. Taka reakcja da o wiele więcej osobie, która zmaga się z trudnościami, niż gotowe recepty z dupy, nijak mające się do rzeczywistości rodzica.

PPS. 2. Nie, czasami nie da się powiedzieć kaszojadowi żeby się ogarnął i pięknie spał, nie płakał i karmił się sam. Serio!

PPS.3 Piszę to z perspektywy osoby, która kiedyś też dawała rady i gotowe recepty i irytowała się, że ktoś się samobiczuje, zamiast zostawić dzieciaka samego, czy z kimkolwiek, i wyjść popaplać z koleżankami przy winie.

Kontynuując, bo musiałam spuścić trochę pary z krzyża… A prawda jest taka, że możesz kochać do nieprzytomności swoje dziecko i skakać pod sufit ze szczęścia przez sam fakt, że jest i jednocześnie w tym samym czasie kurwować, jak cholernie to wszystko jest ciężkie i trudne. Że po twoim dotychczasowym życiu pozostały tylko wspomnienia. Że nie masz siły wstać z łóżka po 2h snu, a przed tobą cały dzień latania za bombelkiem. To są trudne tematy, których zrozumienie przychodzi naprawdę wraz z doświadczeniem. Kurwość losu* czasem nie odpuszcza, a trudów rodzicielstwa jest naprawdę wiele.

I ta samotność… Podczas kilku pierwszych miesięcy z maluchem, a chyba szczególnie jak to pierwsze dziecko i jeszcze nie wiesz co się z czym je, czasem nie masz czasu żeby iść do toalety (dosłownie, nie przesadzam – info dla nie będących w temacie), szczególnie kiedy nie masz pomocy i jesteś z dzieckiem sama. Nie ma więc mowy o sięgnięciu np. po telefon i zadzwonieniu do kogoś na plotki. Nie chciałabym być źle zrozumiana, bo oczywiście 5 min. dziennie na telefon czy wiadomość ma każdy, umówmy się. Ale często dla świeżo upieczonej mamy to 5 min. to może być akurat czas jaki ma w ogóle na zrobienie sobie jedynego jedzenia w ciągu dnia, zanim bombelek zacznie festiwal płaczu.

Cały dzień jesteś z dzieckiem sama, bo znajomi w pracy, więc nie masz się z kim spotkać, nawet jak już wyrwiesz te pół godziny dla siebie, a rodzina często daleko. Wygranym losem na loterii jest sytuacja, w której jakaś twoja znajoma też ma małe dziecko i masz się do kogo wpraszać, ale czasami jesteś jedyna i musisz sobie po prostu kogoś poznać. Fajnym pretekstem do wyrwania jakiejś drugiej mamy są zajęcia dla dzieci, ale np. mi wszystko się pozamykało przed nosem przez pandemię.

Miesiąc, czy dwa wcześniej poderwałam jedną dziewczynę w parku, znamy się z liceum z widzenia, ale moja radość nie trwała długo, bo wiadomo, pandemia. Nasze drogi się rozeszły, a jak spotkałyśmy się ostatnio na mieście, to powiedziała mi, że za chwilę się przeprowadza do nowego domu. Więc sami widzicie, nie było nam pisane zaprzyjaźnić się na dłuższy czas.

Myślę, że w tych pokręconych, pandemicznych czasach, kiedy staraliśmy się izolować i zachowywać dystans społeczny, wiele matek zostało zamkniętych w domu i dostawało na głowę. Serio, nie mieć przyjaciółek czy koleżanek z dziećmi do pogaduszek to jedno, ale w ogóle nie widywać innych ludzi, czy wręcz ich unikać, to drugie. Część z nas szukała towarzystwa na fejsowych grupach okołodzieciowych, część na forach. Mi na ten przykład fejsowe (ale sensowne bez nawiedzonych matek przez wielkie M), grupy uratowały tyłek. Miałam miliard pytań o to czy dobrze postępuję z maluchem i większość odpowiedzi znajdowałam właśnie tam.

Na początku bardzo też pomogły mi koleżanki, które przez telefon konsultowały ze mną największą pierdołę, a głównie konsultowały szok, w jakim byłam po urodzeniu. One miały te wszystkie doświadczenia za sobą i kojące było dla mnie to, że wszystkie moje obawy i strachy są normalne i że każdy to przeżywa. Jeju, mogę chyba napisać, że uratowały mnie, nie wiem w sumie przed czym, ale z pewnością mnie uratowały.

Dziękuję Kasiu, Justo, Karolino, Basiu, Marto. Jesteście aniołami moich pierwszych tygodni w macierzyństwie <3

Od ww. dziewczyn dowiedziałam się też o tym, że tak, owszem, macierzyństwo to samotność a o jego trudach nikt(!) nie mówi. Minęło już trochę czasu jak jestem mamą, okrzepłam, i powiem wam, że za punkt honoru wyznaczyłam sobie to, że ja o swoim macierzyństwie będę mówić bez lukru i udawania, że dla mnie to była taka kaszka z mlekiem. Nie wiem skąd tak powszechne koloryzowanie rzeczywistości, ale z pewnością przynosi to młodym rodzicom więcej szkody, niż pożytku. Bo serio to, że twoje dziecko „przesypia całe nocki” od urodzenia automatycznie sprawia, że jesteś mistrzynią macierzyństwa, a już szczególnie lepszą mamą od tej, której dziecko całe noce się drze? No chyba nie.

Btw, jak ktoś mi mówi, że jego dziecko przesypia całe noce od urodzenia, pięknie jeździ w foteliku godzinami i je jarmuż przegryzając brokułami na podwieczorek, to tylko się już uśmiecham pod nosem :) Widocznie ma powód do tego, żeby poczuć się lepiej, kiedy ja mówię, że dzisiaj to spałam raptem 4 godziny. Z przerwami of kors.

Tak, macierzyństwo, a przynajmniej jego początki to z pewnością samotność. Jednak pocieszające jest to, że wraca się powoli do własnego życia. Ja, po 17 miesiącach, już zaczynam to powoli zauważać. Jeszcze tylko czekam na wypicie pierwszej lampki winka i ruszenie z maluchem w dłuższą podróż i będzie idealnie :)

*”Kurwość losu” wymyśliła Zuza Skrzyńska, którą podglądam na jej Insta, a która – szczególnie w gorsze dni – daje mi nadzieję, że wszystko to, co się dzieje jest OK. I że ja też jestem OK, jako mama. Polecam tę Allegrowiczkę.

10 komentarzy Dodaj własny

  1. Chociaż mamą bąbelka urodzonego jeszcze nie jestem, to z racji, tego że brzuch mam już wielkości Saturna zaczynam się powoli wdrażać i na szczęście mam w swoim otoczeniu dziewczyny, z którymi mogę szczerze pogadać. Ale ta cała propaganda rodzicielstwa przedstawiana w mediach doprowadza mnie do rozpaczy! Jak te instamatki to robią, że każdego dnia znajdują czas na to żeby zrobić zdjęcie, na którym latorośl nie jest akurat obśliniona, zapłakana, z pełną pieluchą, ewentualnie z plamą po ostatnim ulaniu na śpiochach. Do tego one oczywiście mani, ful mejkap i kaszmirowy sweter od projektanta, w kolorze bombek choinkowych. Do tego takie zdjęcie trzeba przecież jeszcze obrobić – tu sobie kość policzkową naciągnąć, tam wcięcie w talii pierdyknąć – A na koniec jeszcze jakiegoś posta napisać o tym jakie macierzyństwo jest cudowne. Prawdziwe życie tak nie wygląda… A jest tak niewiele osób, które o trudach macierzyństwa w ogóle wspominają, że znalezienie ich wcale nie należy do najłatwiejszych. Dzięki za ten post!

    Polubione przez 1 osoba

    1. BIAŁY. pisze:

      Mamy, które mówią jak jest bez owijania w bawełnę i bez koloryzowania to jest takie dobro 💜 cieszy mnie to, że znalazłaś tak świetne babki! Ale swój ciągnie do swego, więc wcale mnie nie dziwi, że masz dookola akurat takie egzemplarze. 😊

      Nie chcę też demonizować tego wszystkiego i straszyć przyszłych rodziców, bo to wszystko jest do przeżycia. I z każdym dniem jest coraz lepiej i łatwiej. I inaczej.

      Polubienie

  2. gosiamac pisze:

    Doskonale Cię rozumiem. W moim pokoleniu wszystkie matki były „samotne” 😦 Ojcowie bywali „niedzielni”, brali pociechę na godzinny spacer (a i to pod warunkiem,że się ją odpowiednio zapakowało) i po godzinie oddawali do do odpakowania i reszty obsługi mistrzowsko manipulując „nikt tego tak dobrze jak ty nie zrobi” albo „ono chce do ciebie”. Z pogadaniem też średnio było 😦 ani internetu, ani komórek a i stacjonarny telefon nie wszyscy mieli. O tak zwanym czasie dla siebie żadna nawet nie marzyła, bo pieluchy tetrowe do prania i prasowania a jedyny dziecinny proszek do prania (podobnie jak wszystko inne) trzeba było wystać w kolejce. Dzieci w każdych czasach są takie same. Nie śpią, plują kaszką (bądź czymkolwiek innym), ząbkują, chorują… To co nie zabije, to wzmocni 😉 Natomiast silniejsza była kobieca solidarność. W damskim gronie dowolnie można było narzekać na nieprzespane noce, brak zrozumienia u partnera, zmęczenie, załamki. Żadna nie szpanowała idealnym dzieckiem, pomagającym się partnerem, czy radzeniem sobie ze wszystkim może dlatego, że wtedy nie było tej teraz wszechobecnej potrzeby poprawiania swego wizerunku. Było ciężko, ale nie trzeba było udawać, że jest inaczej. Nikt też tego nie odbierał jako braku matczynej miłości, nie przeprowadzał gradacji „lepsza, gorsza” i nie śrubował norm wskazując na wzorzec matki idealnej. Wtedy jeszcze wolno było być niedoskonałym 😉 Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo siły. Obawiam się, że będzie Ci ona jeszcze długo potrzebna 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. BIAŁY. pisze:

      No właśnie jak to jest, że teraz jest czasem tak cholernie ciężko, mimo że pieluchy mamy jednorazowe, pierze za nas pralka, zmywa zmywarka… To chyba kwestia obecnych oczekiwań i presji nakładanej na rodziców oraz czasów, w których kreowany jest idealny obrazek rodzicielstwa z Instagrama.

      Nie kupuję tej mieszanki. Moje macierzyństwo nie jest idealne i czasem jest mi ciężko. Nie zamierzam tego przemilczać i udawać idealnej. Jednocześnie jestem też bardzo szczęśliwa w obecnej sytuacji i nie zamieniłabym jej na nic innego. Taki to dziwny miks, chyba już będzie mi towarzyszył do końca życia 😉

      Polubione przez 2 ludzi

      1. gosiamac pisze:

        Bez względu na ilość udogodnień i gadżetów macierzyństwo zawsze było, jest i będzie ciężką, wyczerpującą, stresującą rolą, do której żadne poradnictwo tak naprawdę nie przygotowuje. Nie przejmuj się, nie oglądaj obrazków wystylizowanych, uśmiechniętych mam trzymających w objęciach wystrojone bobaski. One są takie tylko przez jeden moment potrzebny na zrobienie zdjęcia. Ty też tak możesz, tylko po co? Żeby podtrzymywać iluzję i dołować inne? Nie jesteś reklamą macierzyństwa, jesteś matką i samo to czyni z Ciebie gwiazdę i bohaterkę 😉 Serdeczności 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      2. BIAŁY. pisze:

        Gosiu, dziękuję 💜

        Polubienie

  3. Herne pisze:

    Ja ino napomknę, że ależ owszem, jest ktoś kto głośno mówi o trudach macierzyństwa, w tym i o samotności matek, o nierównych oczekiwaniach względem matek i ojców itede itepe, a tym kimś jest Alicja Kost z https://mataja.pl/ szczególnie na jej instagramie (@matajapl)! Polecam ją wszystkim mamom wszem i wobec, aż myślę, że Alicja może mnie uznać za swego menadżera, czy tam marketera-naganiacza, czy coś 😉 Jak nie znasz, to poznaj koniecznie i jest to jedyna RADA, jaką tu dziś muszę popełnić 😋

    Właśnie, to święta racja (znaczy w sumie to we wszystkim co napisałaś masz rację), że większość luda, jak tylko zaczynasz jojczyć na swój mamowy los, uznaje, że żałujesz swojej decyzji o zostaniu mamą. Albo, zamiast wysłuchać i poklepać po ramieniu, każe ci nieść ten krzyż, bo TAK TO JUŻ JEST, psiakrew.

    Dobrymi radami wszystkich można sobie wytapetować chałupę i w sumie to powiem Ci, że ja, pomijając wrodzony głęboki introwertyzm, by tychże rad omijać sama się troszkę w tej samotności zapiekam…

    Polubione przez 1 osoba

    1. BIAŁY. pisze:

      Ach, Alicja – znam ją i to dobrze. Nie wie o tym, bo nie ma pojęcia o moim istnieniu, ale nieraz wyciągała mnie swoimi tekstami z czarnej dupy!

      No właśnie, co z tymi ludźmi? To juz ponarzekać nie można bez bycia ocenionym i etykietki ‚niewdzieczna’? 😜

      Gosia dodała świetny komentarz (poniżej się dodał), o kobiecej solidarności w macierzyństwie i czasach, w których nie było takiego parcia na poprawianie swojego wizerunku. Chcę tam!

      Polubienie

  4. madkaroku pisze:

    Bardzo dobrze Cię rozumiem! W dodatku ten rok był trudny, wszystko się nałożyło na siebie i naprawdę wielu z nas czuło się koszmarnie samotnie. Dzięki Bogu za Internet!

    Polubione przez 2 ludzi

    1. BIAŁY. pisze:

      Oj tak, nie tylko matki. 2020 z pewnością był – ogólnie mówiąc – rokiem samotności.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s